| Recenzja
Obraz Boga w powieści Williama P. Younga „Chata”
Od momentu, gdy człowiek znalazł się poza ogrodem Eden starał się osiągnąć coś z pogranicza niemożliwego - doskonale zrozumieć istotę Boga. Posiąść wiedzę o swoim stworzycielu, która pozwalałaby mu stwierdzić „teraz znam Go doskonale”. Niestety, „jeśli Bóg jest nieskończony w swojej istocie, to żadne stworzenie nie może dogłębnie poznać Jego natury”. Takie stwierdzenie poparł także jeden z wielkich reformatorów Kościoła. Kalwin wypowiedział bowiem opinię niewątpliwie popartą dowodami, chociażby z obszaru znanej nam rzeczywistości: „Bóg, aby utrzymać nas w zdrowej trzeźwości, skąpo mówi o swojej istocie”. Prawda ta dotyczy zarówno objawienia ogólnego – poprzez naturę – jak i objawienia szczegółowego, między innymi poprzez Pismo Święte. Tym bardziej cieszy kolejne źródło – w moim mniemaniu wiarygodne – tej jakże cennej dla człowieka informacji. Autor książki „Chata” William P. Young w tle rozgrywającej się akcji, maluje obraz Boga. W niniejszym eseju starałem się uchwycić ten rys i odpowiedzieć na pytanie: Jaki jest Bóg według Willima P. Younga? Bohaterem powieści jest Mackenzie Allen Philips, mężczyzna w średnim wieku, ojciec brutalnie zamordowanej córeczki Missy, który w tytułowej chacie spotyka się z... Bogiem. Jest to spotkanie wyjątkowe, inne od codziennego, „duchowego” obcowania z Panem. Główny bohater i Bóg stoją przed sobą na kartach książki „twarzą w twarz”. Mackenzie może Go dotknąć fizycznie i zadać dowolne pytanie, spodziewając się, że zawsze otrzyma odpowiedź. To wiele ułatwia. Zwłaszcza wtedy gdy duszę człowieka dręczą wątpliwości: Jaki naprawdę jesteś Panie Boże i dlaczego musi dziać się to co się dzieje? Początkowy okres tego niesamowitego spotkania stworzenia ze Stworzycielem nacechowana jest specyficzną wypowiedzią człowieka. Niemal w każdym dialogu, każdej dyskusji znaleźć można słowo klucz wypowiadane przez Macka. Tym słowem jest „nie rozumiem”. Jakże naturalna jest ta krótka wypowiedź. Bierze pod uwagę istotę Boga i materię człowieka. Ograniczoność zmysłów – zarówno tych intelektualnych, jak i duchowych – zawęża poznanie. I wtedy nic sensownego nie przychodzi do głowy, tylko dwa słowa: „nie rozumiem”. Taka jest początkowo dominującą wypowiedź bohatera. A co jeśli chodzi o najczęściej występujący stan emocjonalny towarzyszący Mackowi podczas tego niezwykłego spotkania? Jest nim po prostu zaskoczenie. Spowodowane tym, jak błędne założenia i wyobrażenia nosił w sobie. „...jesteśmy tak przekonani o słuszności swojego sądu, że unieważniamy dowody, które nas w nim nie utwierdzają. Prawda, do której w ten sposób dochodzimy, nie zasługuje na to miano” (s.74). Nasuwa się wniosek: nie dość, że człowiek ma trudność w odnalezieniu obrazu Boga, to jeszcze utwierdza się w substytucyjnej, nie do końca prawdziwej wiedzy o swoim Stworzycielu. Spotkanie Macka z Bogiem może być także naszym z Nim spotkaniem. Paradygmaty czytelnika, jeśli tylko nie odrzuci „przesłania”, zostaną z całą pewnością poszerzone. Ze zrozumiałych względów – z powodu natury książki -autor przekazuje całe bogactwo opisu Istoty Boga wychodząc poza obszar teologii systematycznej. Koncentruje się raczej na tym, co nazwałbym teologią relacji. Tuż przed wyprawą do chaty, rozstając się ze swoim przyjacielem Willim, główny bohater zadaje pytanie: „Jak On wygląda twoim zdaniem?” (s. 80) Wkrótce Mack znajdzie wyczerpującą odpowiedź... Bóg Ojciec objawia się Mackowi jako starsza, czarnoskóra kobieta. Nie dlatego, że Bóg jest kobietą. Ale w tym specyficznym przypadku, w swej niezgłębionej mądrości Bóg pragnie złamać jeden z religijnych pewników, który można wyrazić słowami: Bóg wygląda jak staruszek z brodą, biały mężczyzna, chciałoby się powiedzieć „facet z krwi i kości” (s. 103). Prawdę powiedziawszy nie tylko stereotyp Macka jest łamany. Także czytelnik staje „oko w oko” z własnymi przekonaniami. I wtedy pojawia się pytanie „czy rzeczywiście moje wyobrażenie Boga Ojca jest właściwe?”. W książce poznajemy trzy osoby Trójcy. Jest więc wcześniej przedstawiony Bóg Ojciec nazywany ELOUSIA, gdzie El oznacza Pan, Stwórca natomiast Ousia – byt, prawdziwe istnienie. Elousia przez głównego bohatera nazywany jest Tatą. Pojawia się także Duch Święty, którego imię brzmi SARAYU czyli wiatr (s. 122). Jest też oczywiście Jezus, trzydziestoletni mężczyzna o rysach człowieka wschodu. Taki scenariusz rysowany przez Younga ma w mojej opinii jeden cel. Skomunikować się z człowiekiem na dostępnym dla niego poziomie. Zniżyć się na tyle, aby człowiek poczuł się bezpieczny i w ten sposób pomóc mu w przyswojeniu wiedzy. Podejmując próbę opisania Boga rozpocząć można od odniesienia się do Jego atrybutów czynnych, pozycjonujących Stworzyciela w wobec wszechświata, który jest Jego dziełem. Jezus mówi: „Cóż, ta niebiesko-zielona kula w czarnej przestrzeni należy do mnie”. Rozmawia z Mackiem, stąpając po ziemi, ale widzi Ziemię z perspektywy stworzyciela i władcy (s.160). Atrybutami takimi są między innymi wszechmoc i wszechobecność. „Tata” mówi sam o sobie „Nie znam ograniczeń. Wiem co to pełnia. Żyję w stanie permanentnego zadowolenia” (s. 109). Bóg opisany przez Younga jest nieograniczony czasem i przestrzenią. Prowadzi to do implikacji, że jako twórca tych niezbędnych w ziemskiej egzystencji człowieka parametrów, jest także ich władcą. Przecież „czas nie stanowi ograniczeń dla tego, który go stworzył” (s.191). Przy tej okazji wnioskować można o kolejnym atrybucie istoty Boga umiejscowionym przez niektórych autorów teologii systematycznej w kategorii atrybutów biernych. Jest nim nieskończoność – odwieczna egzystencja poza przyswajalnymi przez umysł człowieka wymiarami. Jak jest z wszechwiedzą? Bóg opisany przez autora wie wszystko. Słucha jednak z uwagą tak jak ojciec uważnie słuchać powinien swoje dziecko. Zniża się do poziomu poznawczego człowieka, nie aby wykazać swoją wyższość, lecz ze względu na miłość i szacunek. W tej niezwykłej relacji następuję samoograniczenie się Boga (s. 117). Jest to cecha niezwykle ciekawa, wiele mówiąca o Jego istocie. Bo Bóg Younga nie dopuszcza pewnego rodzaju wiedzy – sam wie jakiej, w jakim czasie i wobec kogo – tak, aby dialog z człowiekiem był naturalny (s. 118). Tak, Bóg opisany w powieści jest pełen mądrości. Jego mądrość dotyczy chociażby faktu dokonania stworzenia. Bo okazuje się, że wszystko co zostało stworzone było dobre. To twierdzenie jest prawdziwe nawet wobec tego, co dzisiaj można byłoby uznać za kiepskie rozwiązania, jak chociażby istnienie skorpionów czy innych zabójczych stworzeń (s. 145). Piękny jest także pomysł autora, który wprowadza na karty książki Sofię. Sofia jest personifikacja mądrości Ojca (s. 189). Szczególne wrażenie, pełne do głębi poruszających się emocji czytelnika, można odnieść czytając o pewnym zabiegu Sofii. Przedstawiony jest Sąd. Mack jako sędzia ma skazać część ze swoich dzieci na piekło a część na zbawienie. Bohater doprowadzony jest do stanu, w którym zaczyna rozumieć, czym jest totalne poświęcenie w imię miłości. Upada teoria wyboru a pojawia się prawda o postawie pełnej miłości, która poświęci wszystko, aby ratować swoje dzieci. Dodać należy, że Bóg świadomy zapewne swojej nieograniczonej mądrości na kartach książki jest jakże łagodny, nie wywyższający się, bez cienia złośliwej satysfakcji. Jakże inny niż ludzie, którzy przekonani o swojej racji będą zaciekle jej bronić, będą puszyć się i pławić, aż posuną się do czystej złośliwości wytykając błąd. Nie taki jest Bóg Younga. Jeśli chodzi o cechę suwerenności istoty Boga. Na podstawie naszych własnych decyzji chcielibyśmy wpisać Boga w określoną, precyzyjną formę. Wytłoczoną przez naszą teologię, nasze sposoby pojmowania, nasz wgląd w Biblię... Lecz On jest Bogiem suwerennym, nieuzależnionym od czegokolwiek, tym bardziej od sposobu myślenia istoty ludzkiej. Przykład takiego Boga dostrzec można podczas rozmowy Taty z Mackiem o muzyce... świeckiej. Okazuje się, że on kocha taką muzykę! (s. 100). To także dowód na to, iż Bóg Younga nie jest niewolnikiem religijności. On mieszka poza wszelkimi ramami. To człowiek próbuje wpisać obraz Nieobjętego w zamknięte i doskonale uregulowane zasady. Zdaje się wtedy, iż wszystko co leży poza tym obszarem nie dość, że Bogu się nie podoba, to jeszcze przecież On tym się brzydzi! W książce spotyka nas w tym aspekcie niespodzianka. Young opisuje Boga, który wierny jest swojej naturze i swojemu Słowu. Jest to także wierność w relacji z człowiekiem. Wierność nieustająca, mówiąca do człowieka nawet wtedy, gdy ten nie ma zamiaru słuchać. Bo pokochał i kochać będzie. Bo obiecał i obietnicy dochowa. Mówi więc Jezus do zbolałej, rozdartej duszy Macka. Mówi pomimo, iż ten nie słucha. Więcej, główny bohater jest pełen zarzutów wobec Boga (s.195). Ale ostatecznie wierny Bóg dociera do jego serca. Przebija się przez skorupę. Próbował wiele razy, ale dopiero tam w chacie, do obciążonego bagażem przeszłości Macka dociera ogrom miłości Boga. Widać tutaj tę niespotykaną relację: wierny Bóg i zawodny człowiek. Bo Bóg opisany przez autora jest pełen miłości. Pierwsze spotkanie Macka wiele mówi o tej cesze Jego natury. Ojciec w postaci Elousi wita mężczyznę. Ten obraz jest bardzo poruszający. Obejmuje Macka i wyrzuca z siebie wyznania miłości, zaspokojonej wreszcie tęsknoty, radości i niezwykłego entuzjazmu (s. 91). Bóg według Williama Younga jest przede wszystkim zainteresowany najwyższej jakości związkiem z człowiekiem. Zależy mu, aby tę relację opisywały takie przymioty jak: dynamizm, aktywność, prawdziwość (s. 125). Komunikuje całkowitą wolność człowieka. Nie zależy mu na więźniach, ślepo posłusznych niewolnikach. Pragnie wyrazić się poprzez piękno związku z człowiekiem, ale tylko na zasadzie partnerstwa, w oparciu o wolną wolę (s. 104). Jaka jest jeszcze jego miłość? W pewnym momencie Mack wyraża uczucie żalu, że Jezus musiał umrzeć. Lecz Bóg odpowiada w ten wzruszający, naturalny dla ojcowskiej natury sposób – „My nie żałujemy. Warto było” (s. 113). Przez całą książkę, konsekwentnie Bóg wyraża pozytywne uczucie do człowieka. Rzecz na pozór dziwna, nie tylko do głównego bohatera, ale także do tych, którzy w potocznej opinii na to nie zasługują. Przecież są ludzie, których gdyby opisać słowem „zbłądzili” byłby to ogromny eufemizm. Tak jak morderca Missy! Tymczasem czytając książkę zdaje się, że Bóg nie tylko do Macka mówi „jesteś dla mnie kimś wyjątkowym”. Większość czytelników usłyszy te słowa skierowane prosto do własnego serca. „Jesteś dla mnie kimś niezwykłym pomimo tego jaki jesteś”. Taki jest Bóg opisany przez Younga, ale taki też jest mój Bóg. On jest doskonałą miłością! Jeszcze jeden przejaw miłości Boga opisanego przez Younga – brak zwyczaju narzucania swojej woli. Nikt tak jak On nie byłby bardziej skuteczny w determinowaniu tej drugiej, słabszej strony do posłuszeństwa. Ale nie taka jest jego natura (s.161). To prawda wnosi wiele światła w przyczyny problemów egzystencjalnych człowieka. Stworzenie kroczy swoją drogą i jest to droga właściwa jedynie wskutek wolnego wyboru. Wtedy, gdy mówi się do Boga „tak!”. W powieści „Chata” Bóg jest dobry. „Bóg nie jest lepszą wersją człowieka” (s. 108). Wyobrażając sobie poziom Jego dobroci nie można przeprowadzić działania matematycznego polegającego na wyekstrahowaniu najwspanialszej dobroci człowieka i podniesieniu jej do nieskończonej potęgi. Bóg opisany przez Younga charakteryzuje się takimi cechami jak cierpliwość i łagodność. W początkowej fazie relacji pomiędzy Mackiem a Bogiem, spotykamy tego pierwszego w goryczy, złości, braku przebaczenia. Wypowiedzi człowieka nacechowane są ironią i wyrzutem. W miarę upływu czasu „atmosfera wypogadza się”, ale i tak – coraz rzadziej co prawda – do głosu dochodzą dawne „demony”. Ale we wszystkich tego typu sytuacjach, Bóg reaguje w sposób zaskakujący. Nie złości się, nie obraża, nie gromi, nie jest niezadowolony. Doskonale rozumie emocje tego zagubionego człowieka i w łagodny, pogodny sposób prowadzi go ścieżką poznania. Opisując Boga jako istotę bezgranicznie dobrą warto odnieść się do pojęcia „dobro”. Poczucie dobra i zła zdaje się być subiektywne. Trudne do opisania ludzką miarą. A jednak pada wyjaśnienie, które przybliża jego naturę. Otóż dobro to obecność Boga. A zło... zło to Jego brak. Krótka definicja nie oparta na systemach kodyfikacji, lecz uzależniająca ocenę czynu, zachowania, postawy czy myśli od Źródła. „Ja jestem Światłem i Dobrem. Jestem Miłością i nie ma we mnie żadnej ciemności” (s.150). Treść książki skłoniła mnie do krótkiej refleksji na temat pojęcia „prawda”. Prawda bez Boga jest subiektywna. Jest prawdą relatywną, zmienną, zależną od okoliczności. Prawda jest pojęciem, które w swojej pełni odnosić się może jedynie do Boga. Tylko On zdejmuje z prawdy zasłonę względności. Pisząc o obrazie Boga w powieści „Chata” można odnieść się również do Trójjedyności Jego natury. Do ciekawej wypowiedzi w tym aspekcie dochodzi podczas jednej z rozmów Macka z Tatą. Bóg Ojciec mówi do głównego bohatera: „Kiedy my troje przybraliśmy postać Syna Bożego, staliśmy się w pełni ludźmi. Pogodziliśmy się ze wszystkimi ograniczeniami, które ta decyzja za sobą pociągnęła” (s. 109). Praktyczny dowód takiej rzeczywistości to blizny na nadgarstkach... Taty! W pewnym momencie mając jednoczesną społeczność ze wszystkimi osobami jednego Boga, nie bez przyczyny zdezorientowany Mack zadaje pytanie: „Kto z was jest Bogiem?”, „Ja – odpowiadają wszyscy troje”. Warto zwrócić uwagę na liczbę mnogą w wypowiedziach poszczególnych osób Trójcy. Ma to miejsce, gdy podczas rozmowy z Mackiem Jezus mówi o dziele stworzenia (s.164) czy o zamieszkaniu we wnętrzu człowieka. „Tak więc chcemy, żebyś wrócił do nas, a wtedy my przyjdziemy, urządzimy w tobie swój dom, i zamieszkamy razem” (s.194). Mack bacznie obserwuje relacje trzech osób Trójcy. Nie upływa zbyt wiele czasu, aby wyciągnął wnioski. To co najważniejsze, co spala, co jednoczy trzy osoby, to doskonała relacja. Oparta na całkowicie doskonałej miłości (s. 116). To co zdumiewa, co jest odkryciem dla głównego bohatera, to wynik pewnej obserwacji. Otóż jedna osoba Trójcy wyraża miłość drugiej. Syn wyraża Ojcu (Matce, Elousi) uwielbienie. Kolejną rzeczą tak bardzo niezrozumiałą dla Macka, a przecież jest on przedstawicielem całej ludzkiej rasy, jest brak w tej doskonałej relacji szefa. Umysł bohatera nie jest w stanie pojąć, jak to jest możliwe, aby pośród trzech osób Trójcy nie było lidera. Przecież w wyobrażeniu człowieka jest zupełnie jasnym, że do roli tej predestynowany jest Bóg Ojciec (s. 134). Szczególnie ciekawi osoba Jezusa. W jednej z rozmów Taty z Mackiem pada wyraźny obraz opisujący Jezusa, który jest w pełni człowiekiem i jednocześnie w pełni Bogiem (s.110). Przykładem jest Jezus -człowiek, który pełen entuzjazmu podczas spaceru z głównym bohaterem próbuje złapać pstrąga (s.194). To jego ludzka natura, chciałoby się powiedzieć taka zwykła, nieegzaltowana. Bohaterem powieści jest też oczywiście trzecia osoba Trójcy -Duch Święty. Autor nie byłby sobą, gdyby obraz Ducha Świętego nie przekroczył powszechnie uznawanych standardów. Lecz przecież samo Słowo poucza, że jest On nieprzenikniony, do końca nie odkryty. Jest jak wiatr, którego obecność poznaje się po ruchu drzew, po delikatnym powiewie muskającym twarz... Sarayu – niby w postaci młodej dziewczyny, ale tutaj pojawia się zastrzeżenie. Do tego opisu trzeba dodać coś jeszcze. Duch Święty w powieści to także dynamiczny ruch, to kaskada cieni i barw, to eteryczność Jego postaci. No i rzecz pewna określenie „przewidywalność” to bardzo nieadekwatne określenie „struktury” Trzeciej Osoby Trójcy (s.141). W pełni zgodna z dogmatem Trójcy wypowiedź Taty kreśli pełny obraz: „Jestem jednym Bogiem i trzema osobami, a każda z nich jest samodzielną i jedyną w swoim rodzaju istotą” (s. 112). Krok po kroku odkrywamy z kart książki obraz Boga. Jakże różny od do tej pory poznanych. Nie jest malowany przez pryzmat teologicznej reguły, lecz niejako z doświadczenia, z doznania, które przybliża Osobę. Upadają mury dogmatu, a spoza nich ukazuje się ktoś żywy, jakże prawdziwy. Po prostu przyjaciel. Taki obraz Boga wyrysowany przez autora jest mi szczególnie bliski. W tej książce nie chodziło wyakcentowanie atrybutów Boga – co zostało opisane w Piśmie Świętym, i uporządkowane teologią systematyczną. Celem jest sięgnięcie poza zasłonę ludzkiej mentalności, ludzkich wyobrażeń o Bogu i dotknięcie czegoś (Kogoś) do tej pory nienamacalnego. Autor w sposób świadomy nie koncentruje się na zadaniu przekazania teorii, kolejnych porcji informacji o Istocie Boga. Kreuje świat powieści w taki sposób, aby czytelnik książki wraz z jej bohaterem doświadczył osobistego spotkania z TATĄ. Może tak jak w przypadku Macka – kiedy poznał GO takim jakim On jest – „łzy popłyną swobodnie” i nastąpi nasze całkowite oczyszczenie (s.192)? Ryszard Sikorowski Pastor KZ Zbór ARKA w Rypinie
wierzanka, 27-04-2011, odsłon: 264 | |